Dr Tomasz Sikorski

 

Jak wiecie, mam od ok. 10 lat nieuleczalną chorobę. Ostatnimi czasy (pół roku temu) z powodu nasilania się choroby zrezygnowałem z pracy, nie jestem w stanie wychodzić z domu. Leki nie działają, zresztą i tak nie miałbym ich za co kupić. Choroba zabrała mi wszystko co miałem – życie towarzyskie, szanse na pełny związek, możliwość pracy i wyjścia z domu.

Ponieważ byłem już wiele razy u gastrologów, więc teraz matka zapisała mnie na Ul Czerniakowskiej(ja nie jestem w stanie pojechać do szpitala właśnie z powodu tej choroby), iwreszcie po prawie półtora miesiąca oczekiwania zostałem zapisany dogastrologa, Pana Dr Sikorskiego. Moja kuzynka która u niego się leczyzachwalała mi jaki jest wspaniały. Bardzo, ale to bardzo się cieszyłem na tąwizytę, której głównym celem miało być wzięcie skierowania na kolonoskopię(dziadek miał raka jelita grubego a prawie cała rodzina podobne problemy domoich tylko że w znacznie mniejszej skali więc chcę wykluczyć raka czy chorobęCrohna czy stan zapalny w jelicie)ale także pamiętając poprzedniego gastrologa z Saskiej Dr Kuligowski bodajże, bardzo ciepły i serdeczny człowiek, który wysłuchał, pocieszył, oczekiwałem że będę mógł się wyżalić na chorobę, coś poradzić, po prostu porozmawiać bo rzadko z kim mam o tym możliwość rozmawiać, w końcu objawy które mnie nękają to nie jest temat zbyt trendy, że tak dyplomatycznie to ujmę.

I oto jestem, przywieziony przez ojca. Wchodzę, pytanie wściekłego Pana Dr o kartę, nie mam, więc mam iść 100m po kartę a Pani w rejestracji zdziwiona bo Dr schodząc z góry obok rejestracji zawsze brał te karty. Rzecz mało ważna, ale jednak coś już nam pokazuje, mianowicie zły humor Pana Dr

Pierwsze pytanie, o co chodzi – mówię ze prawdopodobnie (nazwa choroby), i zapytaniu przez Dr co to jest (!) atak z jego strony że ja nie jestem lekarzem żebym takie rzeczy wiedział i stawiał diagnozy. Że on nie jest zwykłym gastrologiem tylko doktorem ze specjalizacjami i 30 lat pracuje i żebym ja nie mówił mu jakie mam choroby, bo nie mam studiów medycznych. Więc go pytam czy do wkręcenia żarówki musi mieć studia inżynierskie skończone? cisza.

Arogancki, agresywny, nie słuchał co mówię, ciągle przerywał. Jak mu
powiedziałem że nie mogę pracować z powodu tej choroby, to wyśmiał mnie że ludzie pracują będąc w znacznie gorszym stanie. To co mówiłem ze 10 minut do sklepu nie jestem w stanie dojść i głoduję często bo nie mogę wyjść do sklepu, nie słuchał. Powiedział że to się leczy duspatalinem, to mu powiedziałem ze na leki mnie nie stać, a poza tym znam z internetu wielu ludzi z tą chorobą i duspatalin działa do miesiąca, dwóch a potem przestaje. Powiedział ze kłamię. Jak powiedziałem że tą chorobę mam dlatego że trzech gastrologów tak stwierdziło to się wściekł, że to są źli lekarze. Jeden z tych lekarzy był profesorem. Cisza.

Chciał mnie wyrzucić za drzwi, mówił że mam już do niego nie przyjść bo nic
nie rozumiem. Cały czas mi mówił że to wina lekko za wysokiego cukru we krwi, wiec mu tłumaczę ze chorobę mam 10 lat z takimi samymi objawami a cukier mam wysoki od dwóch miesięcy wiec na logikę, to nie może być przyczyna. Na koniec gdy wychodziłem i powiedziałem dziękuję do widzenia (mam klasę, mimo wszystko) cynicznie mi powiedział że życzy wyleczenia z internetu, nie powiedział do widzenia.

Oczywiście ten opis jest niewyraźny, ale to było pół godziny kabaretu.
Pan Dr był agresywny i niezwykle chamski. Mówię mu że jestem załamany chorobą, że bardzo cierpię, nie mogę normalnie żyć a ten mówi żebym nie przesadzał. Ani razu nie podniosłem głosu – pal licho jego słowa, ale on widać było mnie nawet nie nienawidził – on mną gardził że jestem nikim i mam chorobę, a on jest lekarzem i to nie byle jakim bo specjalistą, co wiele razy podkreślał. Koszmar. Cały czas wrzeszczał o moich nieprzyjemnych objawach choroby, a pod drzwiami ze sklejki siedziało sporo ludzi. Gdy go poprosiłem żeby nie krzyczał bo się wstydzę, powiedział że ma głuchych pacjentów i z nawyku tak robi i żebym nie przesadzał.

W recepcji złożyłem skargę, Panie mi powiedziały że to nie pierwszy raz, ze on
ma humory czasami. Później ojciec mi powiedział że jest znany jako czasami
nieprzyjemny ale kuzynka mi tego nie chciała mówić żebym się źle nie nastawial. Wyszedłem stamtąd cały wściekły.

Pluję sobie w brodę ze nie nagrałem spotkania. Zamiast ciepłego
słowa dostałem pogardę i nienawiść. Na szczęście dostałem u niego w szpitalu
skierowanie na szpital do kolonoskopii.

Postanowiłem sobie, ze tego nie popuszczę. Nie jestem staruszka czy wstydliwa dziewczyna co można ją zjechać a ta wyjdzie i sobie popłacze. Ten człowiek nie nadaje się absolutnie na lekarza, powinien zostać sędzią albo prokuratorem i tam się wyżywać na ludziach. Podaję jego nazwisko mimo ochrony praw osobowych, trudno, nie może tak być że Państwo Polskie zostawia na lodzie ludzi chorych, i pozwala by lekarz mający kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie szmacił człowieka który nie może normalnie funkcjonować.

Gdy pracowałem i choroba jeszcze mnie nie uziemiła, zarabiałem i dużo płaciłem na Polskę podatki, pół pensji co miesiąc. Gdy teraz nie mogę pracować, nie mam zasiłku, żadnej pomocy, o rencie nie wspomnę bo i tak bym jej nie wziął. Tylko słyszę ze jestem leniem, pasożytem. Wszędzie w mediach słyszymy tylko o nierobach co ssą zasiłki – nie ma zasiłków, to jedno wielkie kłamstwo. Nie ma zasiłków, nie ma pomocy żadnej. Gdyby nie rodzice, umarłbym z głodu bo do pomocy społecznej nie dojdę. Do lekarza czeka się miesiącami.

A teraz lekarze kontra internet – zapewniam Cię drogi czytelniku, że gdy wspomnisz przy starszym lekarzu o internecie, dostanie ataku szału. Czemu? lekarze często są niedouczeni, a większość z nich to tępe nieuki co poszły na studia medyczne bo mieli rodziców lekarzy i było ich na to stać. Wykuły materiał na pamięć, i nie aktualizują jak na zachodzie wiedzy na bieżąco. I przepraszam tu tych wspaniałych lekarzy, co są ciepli i szczerzy – są tacy – Moja ciocia lekarz ma trzy fakultety, i uczy się cały czas mimo że ma 70 lat. Przy profesorze co ma stan wiedzy ze studiów czyli 40 lat temu, jest Bogiem jeśli chodzi o wiedzę.

Czemu nienawidzą internetu? to proste, podam wam przykład. Jest jakaś choroba stawów, są dwa leki – oba leczą ale jeden powoduje w trakcie leczenia straszne bóle, więc firmy farmaceutyczne dają lekarzom łapówki za sprzedawanie (wypisywanie recept) tego gorszego leku. Ale ludzie czytają w internecie o tym, i żądają leku innego. Antybiotyki – można wejść na net i sprawdzić ze zapisany przez lekarza zagraniczny za 100pln jest taki sam jak polski, za 10pln. To samo dotyczy diagnoz lekarskich, i masa ludzi leczy się o w ogóle lokalizuje swoje choroby dzięki internetowi i grupom dyskusyjnym – obieg informacji jest wspaniały.

Koniec z zarabianiem na ludzkim cierpieniu, koniec gigantycznych zysków koncernów farmaceutycznych. Niedouczony lekarz czuje się zagrożony, bo mniej wie w danej kwestii niż pacjent. Szczególnie to dotyczy mojej choroby, bo naukowcy nie wiedzą co ją powoduje. Moja ciocia była w Paryżu na wielkim spotkaniu w sprawie tej choroby, gdzie najlepsi naukowcy powiedzieli – nie wiemy jak ją leczyć, nic nie wiemy. Profesor mi mówi że nie wie jak mi pomóc, i sugeruje dietę.A Pan Dr Sikorski mówi – ją się leczy duspatalinem. Gdy mówię że tysiące ludzi na internecie z tą chorobą go brały i nie pomaga, dostaje ataku szału że oni gówno wiedzą.

Oto przykład tego ze można być wykształconym, i jednocześnie intelektualnym prymitywem.

Choroba – to dla mnie wielka lekcja, która uczy mnie pokory. Wierzę ze jest tego jakiś cel, chociaż na razie go nie widzę. Ale jest na pewno, ponieważ innych swoich trudności też nie widziałem celu, ale się ukazywał gdy pracowałem nad sobą – z tym będzie tak samo. Choroba nauczyła mnie wiele o ludziach. Wielu nie chce się zadawać z chorym mimo że to nie zakaźne a dziedziczne, wielu się cieszy, wielu oburza ze jestem leniem i nierobem i pasożytuję jak larwa na Państwie Polskim, i żyję z ich podatków.

Nic od was nie biorę. Pasożytuję na rodzicach, bo cóż mi innego zostało? tak, czasem ogarnia mnie bezdenny żal że nie mogę kupić rodzicom czegoś fajnego, że nie mają z syna pociechy, że nie mogę wyjść sobie na miasto, rozpacz co będzie następnego dnia, czy coś zjem albo co gorsza czy coś się stanie rodzicom a ja nie będę mógł przyjść. Dopóki jest lato, jeżdżę do nich rowerem, jak zacznie się jesień będę zdany na siedzenie w domu, samochód się zepsuł, poszła prądnica, naprawa to kilkaset pln.

I teraz zobaczcie – będę musiał brać antybiotyki 4 tygodnie na kleszcza, i będę pół zimy chorował mocno bo tak reaguję na antybiotyki, nie wspomnę o mojej chorobie. To jest dopiero problem. Musze sie przygotować na wiele bólu. Ale są także pozytywy – siedząc w domu rozwijam się literacko, co ma bezpośredni wpływ na moja karierę później jako pisarz, poznałem ludzką zawiść, a także ludzką życzliwość – i co najważniejsze, mogę obserwować siebie i te emocje które mną targają.

Chcę żebyście to dokładnie zapamiętali co piszę, o każdym dniu który jest męką, po to byście za jakiś czas, wierzę i czuję ze to będzie w przeciągu najbliższych max czterech lat, pokonam chorobę i wszelkie ograniczenia. Wyjdę z tego pełen wiedzy, mądrości, wiary w siebie, silniejszy niż kiedykolwiek. Niech moje cierpienia pójdą na pożytek tych, co stracili już nadzieję, bo ja jestem pełen woli i chęci walki. Te moje słowa będą czytali chorzy za kilka, kilkanaście lat –  Niech wiedzą ze można być w koszmarze i z niego wyjść, i ja w to fanatycznie wierzę i chcę by inni też w to wierzyli. Nie ma innej możliwości. Jestem skazany na sukces. Będę wydawał książki, powstaną filmy, mam wiele genialnych wizji, powstanie nowy trend w społeczeństwie. Moje życie nie pójdzie na marne, i zanim umrę zostawię tu coś po sobie, by inni mieli z tego korzyść.

0 myśli na temat “Dr Tomasz Sikorski”

  1. Taką mamy służbę zdrowia. Wiem co to walka z chorobą i bólem. Życie nam czasami wystawia niesprawiedliwy rachunek. Zmaganie z sobą samym dużo nas kosztuje. Każdego dnia walczę i nie mam już sił. Wychodzę z założenia,że niektórzy nie powinni byc lekarzami. Masz jakieś szanse aby wyzdrowiec?Pozdrawiam;))

  2. Życzę powodzenia w walce z chorobą i o realizację życiowych celów. A tymi co nazywają Cię leniem to się nie przejmuj. Poprostu przenoszą własne frustracje na Ciebie. Moim zdaniem życie na sposób intelektualny, czyli tworzenie bloga i ciągłe refleksje nad życiem są ogromym wysiłkiem. Ci co Cię krytykują przeważnie w swym życiu byli zbyt leniwi by zastanawiać się nad swym życiem. Teraz pracują wykonując nudną monotonną robotę przez wiele godzin myśląc że to jest szczyt pracowitości i wszyscy tak powinni jak oni. A prawda jest taka, że zazwyczaj ta ciężka i monotonna praca jest jakby karą za ich lenistwo w młodości. Więc to marny wzór do naśladowania. Wolę naśladować tych co zrozumieli swe błędy i starają się w swym życiu coś zmienić…. Piszę o tym tutajhttp://lukaszklimek.blog.onet.pl/2,ID315944761,index.html Pozdrowienia

  3. jakaś niekonsekwencja.. „10 minut do sklepu nie jestem w stanie dojść i głoduję często bo nie mogę wyjść do sklepu” a potem „dopóki jest lato, jeżdżę do nich rowerem”. To jak to jest: uziemiony? Chory, czy chcący nim być?

  4. Powiem takDziwię się, że ten „lekarz” z tytułem doktora w 2008 roku jeszcze był zatrudniony w służbie zdrowia. Facet przez swoją niekompetencję i arogancję mało mnie nie przekręcił w roku 2001, był wtedy lekarzem w przychodni na Grzybowskiej. Chorobę Crohna mam do dzisiaj, ale żyję. Facio mnie „leczył” z „rzekomego synndromu” jakimiś smiesznymi pigułkami i gastroskopią, króra wtedy widać była dobrze wyceniana w usługach medycznych, uratowano mnie na gastroenterologii na Banacha, głównie poprzez żywienie pozajelitowe.pozdrawiam

    1. pan sikorski przyczynil sie do smierci mojego dziadka. gdyby nie jego arogancja, zadufanie, reagowanie agresją na sugestie, i zbyt późna ocena stanu pacjenta, dziadek mógłby nadal żyć, a w każdym razie nie cierpiałby tak długo. sikorski odmówił podania leków przeciwbólowych, bo szpital to ‚za duzo kosztuje’. jak taki człowiek może leczyć ludzi ? dlaczego nikt nie reaguje?

  5. Powiem takDziwię się, że ten „lekarz” z tytułem doktora w 2008 roku jeszcze był zatrudniony w służbie zdrowia. Facet przez swoją niekompetencję i arogancję mało mnie nie przekręcił w roku 2001, był wtedy lekarzem w przychodni na Grzybowskiej. Chorobę Crohna mam do dzisiaj, ale żyję. Facio mnie „leczył” z „rzekomego synndromu” jakimiś smiesznymi pigułkami i gastroskopią, króra wtedy widać była dobrze wyceniana w usługach medycznych, uratowano mnie na gastroenterologii na Banacha, głównie poprzez żywienie pozajelitowe.pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *